Rospuda w Europie

“Polska jest stale oskarżana w innych państwach. Jest w tym wyraźna i niedwuznaczna chęć posiadania w środku Europy państwa, którego kosztem można byłoby załatwić wszystkie porachunki europejskie. Podziwu godne jest stałe zjawisko, że te projekty międzynarodowe znajdują chętne ucho, no i języki nie gdzie indziej, jak w Polsce”. Ta wypowiedź Marszałka Piłsudskiego sprzed 80 lat jest, niestety, nadal aktualna, a przypomniała mi się w związku z tak zwanym sporem o Rospudę.

Sam spór jest niewspółmiernie nagłośniony w stosunku do przedmiotu sporu, samej jego istoty. Mała, ale hałaśliwa w mediach grupka ludzi wykreowała konflikt w Polsce, a następnie złożyła donos na rząd Polski do Brukseli. A tam natychmiast i bardzo chętnie Polsce pogrożono.
Skierujemy sprawę przeciw Polsce do unijnego sądu – zapowiedział komisarz ds. ochrony środowiska Stavros Dimas. Nic nie wskórał minister Jan Szyszko, który poleciał do Brukseli składać wyjaśnienia w sprawie doliny Rospudy.
- Minister twierdzi, że Polska nie łamie prawa. My twierdzimy, że inwestycja w dolinie Rospudy jest niezgodna z unijnymi dyrektywami – oświadczył komisarz. Już 15 grudnia zeszłego roku Komisja Europejska wszczęła przeciw Polsce procedurę o łamanie unijnego prawa i od tego czasu – zdaniem Dimasa – Polska powinna próbować przekonywać Komisję do swoich racji, a nie forsować kontrowersyjny projekt.
Komisja przyspieszyła swoje procedury karne: ogłosi drugi etap procedury o naruszenie prawa, przesyłając do Warszawy tzw. uzasadnioną opinię. Polska dostanie tydzień na wyjaśnienia i przerwanie prac. Potem Bruksela skieruje sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, który może wstrzymać inwestycję.
Rosyjsko-niemiecki gazociąg budowany na dnie Bałtyku stanowi ogromne zagrożenie dla fauny, flory i wybrzeży nie tylko Polski, ale wszystkich krajów nadbałtyckich. Przy najmniejszej awarii może dojść do gigantycznej katastrofy ekologicznej w skali naprawdę europejskiej. Tego nie dostrzegają ekolodzy ani polscy, ani europejscy, ani komisarz UE – Dimas. Obrońcy Rospudy nie pójdą demonstrować pod ambasady Rosji i Niemiec w Warszawie czy w Brukseli, bo przecież nie o przyrodę im naprawdę chodzi.
Komisja Europejska grozi Polsce za rzekome niszczenie natury, a nie dostrzega, jak Grecy zanieczyszczają Morze Egejskie, a smog w Atenach niszczy kamienne budowle Akropolu. Komisja nie dostrzega, jak w parkach narodowych i najpiękniejszych ich fragmentach w Alpach Francuzi budują estakady, autostrady, rozwalają tunelami Mont Blanc i całe pasma górskie. To samo czynią po południowej stronie Alp Włosi. Hiszpanie zabudowali setki kilometrów unikalnych ekologicznie plaż śródziemnomorskich blokowiskami hoteli. Niemcy, Belgowie, Holendrzy zabetonowali dosłownie wszystkie rzeki europejskie. Oni nie są zauważani ani nie grożą im kary setki milionów euro. A Polsce grożą – za Rospudę, którą wypatrzono gdzieś na kresach Polski i Europy. O co tu chodzi, bo z pewnością nie o przyrodę ojczystą. A czy zwrócili państwo uwagę, że w całym tym tak nagłośnionym sporze nikt nie użył ani razu tego dawnego i niemodnego dzisiaj określenia “przyroda ojczysta”.
W Unii Europejskiej są politycy, którzy przymierzają inną miarę do swoich krajów, a inną do Polski. Oni dobrze wiedzą, że Rospuda to bagno, a nie ekologiczne torfowisko, że nie jest to ani Park Narodowy, ani rezerwat, ani park krajobrazowy, ani w ogóle chroniony prawnie obszar przyrodniczy. Oni nie chcą wcale zmian w Polsce. Najlepiej, aby po ulicach nie tylko jeździły konie, ale chodziły niedźwiedzie, najlepiej rosyjskie.
Upolitycznienie to najgorsze, co mogło przydarzyć się w sprawie Rospudy. To najgorsze, co może spotkać mieszkańców Augustowa. To najgorszy efekt, jaki mogliby osiągnąć ekolodzy. Ale tak się dzieje. Zadziwia łatwość, z jaką do skomplikowanego dylematu próbuje przyłożyć się prostą sztancę bitwy między władzą PiS a opozycją. “Może Kaczyńscy wreszcie kogoś się przestraszą, może Bruksela ich pokona” – cieszył się jeden z demonstrujących w obronie Rospudy. Swoją drogą, ciekawe, czy powtórzyłby te słowa, gdyby prezydentem był Aleksander Kwaśniewski albo Donald Tusk.
Cokolwiek by zrobił PiS – niedobrze. Wybuduje – zostanie barbarzyńcą. Zastopuje – nie będzie autostrad. Ogłosi referendum – złamie prawo. Słowem, skazany jest na katastrofę. Ktoś to dobrze wymyślił – nie w Brukseli, ale w Polsce.
A swoją drogą, ciekawe, co by było, gdyby mieszkańcy Augustowa jako obywatele Unii Europejskiej zaskarżyli do sądu decyzję komisarza tejże UE jako decyzję administracyjną. Do sądu rejonowego w Augustowie oczywiście.

Napisz komentarz

Musisz być zalogowany aby móc komentować.